Witaj,
Nie jest to dobre rozwiązanie ale zawsze możesz wziąć całą dokumentację medyczną męża "pod pachę" i sama pojechać na konsultację.
Tu chodzi o życie twojego męża, a niestety to nie jest jakaś tam grypa.
Ja wcześniej podobną miałam sytuację ale z urologiem. Po prostu zapisałam męża do innego urologa mimo, że miał opory ale w ostateczności poszedł na tą wizytę.
Tutaj też posłużę się słowami
arka "...
Jestem zwykłym, przeciętnym zjadaczem chleba, który walczy o przetrwanie od wypłaty do wypłaty, ale uważam, że w sytuacji zagrożenia życia (w jakiej się znaleźliśmy) wszelkie problemy logistyczne powinny zejść na plan dalszy... Na chemię dojeżdżałem do Słonia 150km, na RPLND ponad 600km."
Więcej poczytasz tutaj
viewtopic.php?f=9&t=290&start=20Już to wcześniej pisałam innym ale i tak będę pisać, że żałuję iż nie konsultowaliśmy się kiedy troll nam to zalecał! Tylko, że wtedy nasze priorytety się pozmieniały... Moje obawy co do wznowy zostały do tej pory. Na szczęście mąż jest bardziej optymistycznie nastawiony

Ale decyzja należy do Was.
Pozdrawiam i życzę powodzenia.