Witam
Trochę mnie tu nie było ale spokojnie nadrobimy

Więc jak to się sprawy u mnie i w ogóle przeszczepowa majaą.. opiszę może to w kolejnych sekwencjach:
megachemia:
sprawa wygląda podobnie jak z podawaniem zwykłej chemii tylko różnią się proporcje o czym już pisałem i generalnie każdy przypadek z moich obserwacji jest inny i traktowany indywidualnie i tak być powinno!
Na oddziale hematologii praktycznie
każdy Pacjent
ma robione
wkłucie centralne, jest to IMO ważna wskazówka bo np ja miałem już przy ostatnich kursach POMB/ACE kiepskie żyły i baliśmy się czy będzie w co kłuć. A tu się okazuje, że nie ma z tym najmniejszego problemu bo jest wkłucie centralne. Ja miałem robione podobojczykowe (zdaje się że też już wspominałem) rzekomo najlepsze. Bo ja wiem dla mnie nie a różnicy bo innego nie miałem

Mój schemat obejmował 3 cytostatyki i podawane były praktycznie przez całą dobę jak nie jedna kroplówka to inna nawet nie śledziłem już potem co leci ale chemia szła cały dzień i noc oczywiście wspomagana jakimiś innymi kroplówkami lub zastrzykami podawanymi przez pompy..
Właśnie trzeba od razu sobie uzmysłowić, że od momentu jak Cię przypna do kroplówek to ma się cały czas przy sobie niewygodny stojak na kroplówki z sporym setem pomp który niestety (w moim przypadku tak było) lubi się kolebać i trzeba nań uważać żeby się nie przewrócił bo nam jeszcze narobiłby bałaganu z wkłuciem... no i ma kabel prądowy i z takim ogonem trzeba się męczyć idąc do ubikacji czy chcąc po prostu się przemieścić.
Dolegliwości:
- wymioty - połączone ze wstrętem do jedzenia u mnie trwały jakieś 4 dni począwszy od 3 dnia podawania chemii. Nasilenie różne ale generalnie nie przyjemna sprawa. Co prawda do przejścia ale wolę uprzedzić. Nie każdy z pacjentów ma wymioty (mnie strasznie skręcało) ale wszyscy, z którymi rozmawiałem wspominali, że nie mogli jeść...
- osłabienie - generalnie raczej normalne tym bardziej, że doszły jeszcze do tego wymioty i nie jedzenie więc raczej norma też do przeżycia, spoko.
- bóle żołądka i brzucha wynikające z zamieszania o którym wcześniej..
Jak już zaczynałem jeść to było lepiej. Przede wszystkim dla tego, że dzięki swojemu uporowi i determinacji odłączyli mnie od dożywiania pozajelitowego, które jest uruchamiane jak pacjent nie je. A wiadomo że im dłużej nie naturalnie to się wszystko odbywa tym się bardziej wydłuża czas powrotu do domu

- zastój jelit i bóle brzucha. Jak się zaczęło jeść to trzeba żeby chwili na to żeby jellita też zaczęły pracować. Niestety im mniej ruchu tym więcej kłopotów z peresteltyką jelit no i z wypróżnianiem.. Było to nie miłe doświadczenie. Polecam częstą zmianę pozycji z leżącej na siedzącą i najlepiej jak się da po kawałeczku sie poprzechadzać w miarę możliwości. Do tego wszystkiego doszła w moim przypadku jeszcze wysoka gorączka 38,5 przez dwa dni praktycznie non stop się utrzymywała. Ale to też minęło.
- niskopłytkowość połączona z krwawieniem z nosa - no jak z brzuchem ustało to sru następne! I tak przy myciu zębów zaczęła mi kapać sobie krew z nosa i tak kapała prze godzinę. Zatamowała ją dopiero specjalna wkładka do nosa, jak znajdę opakowanie to napiszę co to było. Postać takiej jakby gąbki nasączonej jakąś substancją i jak napchałem tego tyle, że nos mój wyglądał jak jakiegoś boksera to przestało lecieć.. Nieprzyjemne.. ale nic wielkiego tak na prawdę.. Miałem takie w sumie 3 akcje.
Przetoczyli mi płytki, potem jeszcze przykładałem soboe taki tampon nasiąlknięty wit K i jakoś przeszło. Ponad to miałem już przetoczoną krew 2 jednostki i łącznie z dzisiejszą dawką płytki 3 jednostki.. O dziwo płytki dostałem z grupy krwi A rH+ a ja mam AB rH+ ale jak się okazuje płytki mogę przyjąć też z tej grupy... Kolejnym efektem niskich płytek jest siniak jaki mi się zrobił po na prawdę tak niewinnym trąceniu o stojak. Na początku nic a po dniu siniol.. Też norma i w sumie i tak mały jest ale byłem zaskoczony..
- grzybica jamy ustnej - no i powikłań ciąg dalszy. Jak przestała krew lecieć no to zaczęło mnie boleć pod czas jedzenia no i zauważyłem biały nalot na krawędziach języka. Oczywiście pomimo rygorystycznych wysiłków związanych z higieną osobistą przy praktycznie zerowej odporności nie udało mi się uniknąć tego zjawiska. Jest to obecnie (mam nadzeję) jedyna moja bolączka, która jest w znacznym stopniu upierdliwa. W skali problemów myślę, że stanowi 2 miejsce po bolesnych początkach z wymiotami.. Niestety nie ma na to większej rady. Okropny zabieg zdzierania warstwy grzyba wacikiem i płukanie z częstotliwością co jakieś 1,5-2 godziny specjalnymi płukankami i tak do końca nie dają rady. Owa dolegliwość jest niebezpieczna jeszcze z innego względu po pierwsze nie można jeść bo boli czyli istnieje prawdopodobieństwo powrotu do żywienia na butki a poza tym może to pójść dalej i zaatakować żołądek, jelita i np dwunastnicę.. Mam nadzieję że nie doczekam do aż tak wielkiego rozrostu tego ustrojstwa..
Ok póki co tyle resztę opiszę jak naładuję bateryjki narazie