Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Chirurgiczne oraz zachowawcze metody terapii raka jądra. Nowoczesne schematy chemioterapeutyczne, radioterapia oraz leczenie wspomagające.

To forum jest miejscem na indywidualne tematy dotyczące choroby poszczególnych chorych. Tutaj możesz umieścić temat odnoszący się do Twojej/bliskiej Ci osoby choroby aby przedyskutować prawidłowość leczenia, uzyskać informacje, porady, odpowiedzi na nurtujące pytania.

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 13 Wrz 2011, 20:03

Witam,

Sytuacja się chyba komplikuje. W tomografii obraz bez istotnych zmian do badania poprzedniego. Opisywane wcześniej węzły chłonne i zmiana naciekowa w przestrzeni zaotrzewnowej bez dynamiki. Nowych zmian nie ma. Markery w normie. Czyli co?- częsciowa odpowiedź na leczenie (ze względu na normalizacje markerów i brak nowych zmian) czy brak odpowiedzi na leczenie (ze względu na nie zmniejszenie się zmian istniejących wczesniej?)
Plan jest taki- konsultacja z chirurgiem w celu rozważenia usunięcia zmian przetrwałych (samo określenie zmiany przetrwałe pocieszyło mnie- optymistyczne założenie, że to może być potworniakiem dojrzałym, który na chemioterapię nie zareagował). Jeśli chirurg stwierdzi, że operować nie mozna, będzie ustalane dalsze leczenie chemioterapią.
Boję się, ale....góry przeniosę by braciszkowi pomóc się z tego wydostać!!!! Pozdrawiam wszystkich i liczę na zaciśnięte kciuki forumowiczów.
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez troll » 14 Wrz 2011, 00:05

Witaj Alli,

Nie odbierałbym wiadomości, które nam przekazujesz jako całkiem negatywne. Wręcz przeciwnie, jeśli zmiany nie uległy progresji to jest to bardzo, bardzo dobry znak. Oczywiście życzylibyśmy sobie, żeby odpowiedź na chemioterapię była całkowita i na tym zakończyło się leczenie ale jak wiesz leczenie tzw "późnej wznowy" jest dużo bardziej skomplikowane niż leczenie nowo rozpoznanego raka jądra. A najbardziej optymistyczna wiadomość to "plan działania". Jeśli tylko chirurdzy po konsultacji stwierdzą, że istnieje możliwość usunięcia zmian, to będzie to najbardziej optymalne wyjście, dające ogromną szansę nawet na pełne wyleczenie! Jestem wielkim zwolennikiem skojarzonego, agresywnego leczenia, zarówno chemioterapeutykami jak i chirurgicznego w nowotworach germinalnych dlatego należy upatrywać w tym dużych szans na powodzenie. Nic nie jest przesądzone, onkologicznie mamy jeszcze nie jednego haka na tego raka! A Ty Alli jesteś wspaniałą siostrą i dajesz swoim postępowaniem wyraz najprawdziwszej, najszczerszej miłości. Pewnie nie raz masz różne myśli - zawsze wylej je na tym forum, często pojawiają się one z powodu niezrozumienia całości sytuacji, wtedy spróbujemy Ci wszystko wyjaśnić. Sam osobiście wierzę, że będzie dobrze :)

Pozdrawiam
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 14 Wrz 2011, 01:40

Witam,

Kurcze, może ja się czasem mogę wydawać twarda, ale teraz się na dobre poryczałam. Dziękuję Trollu, za wszystko. Najbardziej chyba za to:
Nic nie jest przesądzone, onkologicznie mamy jeszcze nie jednego haka na tego raka!

To teraz łzy ocieram i dalej do boju! Pozdrawiam
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 14 Wrz 2011, 15:22

Witam,

No więc tak, ochłonęłam, znów setki przemyśleń i kolejnych pytań, na których odpowiedź może rozjaśnić mój umysł.Z góry dziękuję za wszelkie odpowiedzi.
1. Tyle już wiem, że ewentualne zabiegi RPLND przeprowadza się przy markerach w granicy normy. Dlaczego? Czy dlatego, że podwyższone markery świadczą o aktywnym procesie nowotworowym? I co w przypadku, gdy utkanie nie produkuje markerów, a proces nowotworowy jest aktywny- czy operacja w takich okolicznościach niesie ze sobą ryzyko rozsiewu nowotworu?
2. Po poprzedniej tomografii padło z ust lekarza określenie "naciek nieoperacyjny". Skoro w tomografii następnej obraz nie uległ zmian to czy jest jakaś szansa, by jednak to się okazało "możliwe do operowania"?
3. Czy w przypadku mojego brata korzyść w dalszym leczeniu mogłaby przynieść choćby częsciowa resekcja? (gdyby jednak chirurg stwierdził, że czegoś tam wyciąć się nie da).
4. Brak dynamiki zmian węzłowych może świadczyć chociażby o:
- braku reakcji na leczenie chemią np ze względu na chemiooporność guza (cos kiedyś była mowa o nabywaniu odporności na cisplatynę)
- braku reakcji na chemię ze względu na utkanie potworniaka dojrzałego
Czy w związku z powyższym próba dalszego leczenia chemioterapią w przypadku braku możliwości technicznych usunięcia tych węzłow daje wciąż szansę zwalczenia tego nowotworu?Zwłaszcza chodzi o ewentualność z drugiego wersu (potworniak)
5. Jeśli podczas konsultacji z chirurgiem okaże sie, że nie można operować, to czy zasadne byłoby zasięgnięcie opinii innych chirurgów? (o takich przypadkach też słyszałam- że jedni lekarze nie decydują się operować, przy czym inni się podejmują). Pytam, żeby ewentualne utorować dalszą ścieżkę...
6. Czy usunięcie zmian węzłowych ze śródpiersia wykonywane jest przez torakochirurgów, a operacja jest przeprowadzana w taki sposób w jaki usuwa się zmiany z płuc?
7. To pytanie może się okazać śmieszne dla znawców tematyki. Wiem ze to szczegóły, małostkowa nie jestem, ale w tej sytuacji każdy drobny szczegół wydaje mi się ważny. Zatem:
W poprzedniej tomografii zmiana w przestrzeni zaotrzewnowej była określona jako "naciek...wymiary...szerzący się ku dołowi, tu znów wymiary". Obecny opis, z tomografii przeprowadzonej po 2 miesiącach i po 3 cyklach TIP od badania poprzedniego, jest taki: " opisywane poprzednio węzły chłonne i zmiana o charakterze naciekowym? bez dynamiki"
Czy ten znak pytania przy słowie naciekowym może mieć znaczenie? Czy to może oznaczać, że ta zmian już nie nacieka czegoś tam, co naciekała wcześniej?
Boże, wiem, że to głupie o co pytam. Wydawało mi się, że wiem coraz więcej, że jakoś łatwiej mi to zrozumieć, a za każdym razem pojawiają się nowe okoliczności, które rodzą tyle pytań. Przepraszam, że aż ich tyle. Może uda się odpowiedzieć chociaż na jedno z nich? Będę wdizęczna. Pozdrawiam.alli
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez troll » 15 Wrz 2011, 00:29

Witaj,

Postaram się odpowiedzieć na Twoje pytania.
1. Tyle już wiem, że ewentualne zabiegi RPLND przeprowadza się przy markerach w granicy normy. Dlaczego? Czy dlatego, że podwyższone markery świadczą o aktywnym procesie nowotworowym? I co w przypadku, gdy utkanie nie produkuje markerów, a proces nowotworowy jest aktywny- czy operacja w takich okolicznościach niesie ze sobą ryzyko rozsiewu nowotworu?

Nigdy operacja usunięcia żywego nowotworu nie niesie za sobą większego ryzyka niż zaniechanie takowej operacji. To po primo ultimo. Rak wbrew powszechnemu ludowemu powiedzeniu nie boi się noża, im więcej się wyoperuje tym lepiej (oczywiście najlepiej jeśli resekcja jest doszczętna). Natomiast w przypadku wzrostu markerów zakładamy, że proces nowotworowy jest aktywny, to znaczy występują ogniska przerzutowe. Najskuteczniejszą metodą leczenia choroby uogólnionej wciąż pozostaje chemioterapia. Dlatego istotne jest by zniszczyć jak najwięcej ognisk nowotworu, doprowadzić do normalizacji wartości markerów i dopiero w tym momencie operować zmiany przetrwałe. Jeśli natomiast markery rosną, operacja w większości przypadków na nic się zda - usuniemy jedno ognisko, pozostanie 30 innych, w tym 26, które na chwilę podjęcia decyzji o operacji nawet nie były widoczne w badaniach obrazowych. Natomiast w pojedynczych przypadkach, gdzie istnieje duże prawdopodobieństwo, że istnieje jedno ognisko nowotworu, które nie odpowiada na chemioterapię, podjęcie decyzji o operacji jest słuszne, co więcej może nawet doprowadzić do wyleczenia!
2. Po poprzedniej tomografii padło z ust lekarza określenie "naciek nieoperacyjny". Skoro w tomografii następnej obraz nie uległ zmian to czy jest jakaś szansa, by jednak to się okazało "możliwe do operowania"?

5. Jeśli podczas konsultacji z chirurgiem okaże sie, że nie można operować, to czy zasadne byłoby zasięgnięcie opinii innych chirurgów? (o takich przypadkach też słyszałam- że jedni lekarze nie decydują się operować, przy czym inni się podejmują). Pytam, żeby ewentualne utorować dalszą ścieżkę...

Stwierdzenie jednego lekarza nie jest oczywiście nigdy ostateczne. Naciek nieoperacyjny raczej jak sama nazwa wskazuje taki jest. Natomiast celem chemioterapii jest choćby niewielkie zmniejszenie owego i utorowanie ścieżki dla leczenia chirurgicznego. Dodatkowo tak jak wspominałaś, innych chirurg może widzieć możliwość operacji.
3. Czy w przypadku mojego brata korzyść w dalszym leczeniu mogłaby przynieść choćby częsciowa resekcja? (gdyby jednak chirurg stwierdził, że czegoś tam wyciąć się nie da).

W przypadku potworniaka dojrzałego nie. Nowotwór ten z reguły słabo odpowiada na chemioterapię i właściwym jest jego całkowite usunięcie. Natomiast w przypadku innego rodzaju utkania cytoredukcja chirurgiczna jest wskazana i może ułatwić dalszą chemioterapię.
4. Brak dynamiki zmian węzłowych może świadczyć chociażby o:
- braku reakcji na leczenie chemią np ze względu na chemiooporność guza (cos kiedyś była mowa o nabywaniu odporności na cisplatynę)
- braku reakcji na chemię ze względu na utkanie potworniaka dojrzałego
Czy w związku z powyższym próba dalszego leczenia chemioterapią w przypadku braku możliwości technicznych usunięcia tych węzłow daje wciąż szansę zwalczenia tego nowotworu?Zwłaszcza chodzi o ewentualność z drugiego wersu (potworniak)

Zawsze próbujemy leczenia chemicznego z takiego względu, że poza najczęściej stosowanym lekiem czyli cisplatyną na którą zwykle nowotwór wykształca oporność mamy do dyspozycji jeszcze inne cytostatyki - etopozyd, ifosfamid, paklitaksel, irynotekan itd. które mogą przynieść jakąś korzyść.
6. Czy usunięcie zmian węzłowych ze śródpiersia wykonywane jest przez torakochirurgów, a operacja jest przeprowadzana w taki sposób w jaki usuwa się zmiany z płuc?

Ogólnie wszystkimi zabiegami w obrębie klatki piersiowej zajmują się chirurdzy klatki piersiowej - torakochirurdzy. Wybór dostępu operacyjnego zależy od samych lekarzy, zwykle wycinki można pobrać na drodze mediastinoskopii - wziernikowaniu śródpiersia natomiast sam zabieg można wykonać albo na drodze torakotomii albo sternotomii (cięcie przez mostek), natomiast nie czuję się kompetentny by rozprawiać o operacjach w zakresie klatki piersiowej bo moja wiedza w tej kwestii jest na prawdę marna :)
7. To pytanie może się okazać śmieszne dla znawców tematyki. Wiem ze to szczegóły, małostkowa nie jestem, ale w tej sytuacji każdy drobny szczegół wydaje mi się ważny. Zatem:
W poprzedniej tomografii zmiana w przestrzeni zaotrzewnowej była określona jako "naciek...wymiary...szerzący się ku dołowi, tu znów wymiary". Obecny opis, z tomografii przeprowadzonej po 2 miesiącach i po 3 cyklach TIP od badania poprzedniego, jest taki: " opisywane poprzednio węzły chłonne i zmiana o charakterze naciekowym? bez dynamiki"
Czy ten znak pytania przy słowie naciekowym może mieć znaczenie? Czy to może oznaczać, że ta zmian już nie nacieka czegoś tam, co naciekała wcześniej?

Pytajnik w opisach badań radiologicznych zwykle oznacza tyle, że charakter nie do końca da się zidentyfikować na podstawie przeprowadzonego badania. Chodzi o to, że lekarz radiolog nie mógł jednoznacznie określić charakteru zmiany, dlatego podał najbardziej prawdopodobną diagnozę (zmiana naciekowa?) ale w pewnym sensie z zapytaniem.

Pozdrawiam serdecznie
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 15 Wrz 2011, 15:30

Witam,

Trollu, znów chylę czoła przed Tobą i bardzo dziękuję za wyjaśnienia.

Dodam jeszcze, że brat spokojnie przyjął do wiadomości ten wynik tomografii, decyzję lekarza o dalszej konsultacji z chirurgiem, i perspektywę przejścia przez kolejną operację. Chcoiaż opcja operacji była przeze mnie omawiana z bratem wczesniej, najpierw sie zdziwił mowiąc, że on juz miał operację i żebym nie wymyslała. Może dlatego teraz łatwiej mu to wszystko było zrozumieć.
Brat czuje się dobrze. Jest apetyt, nie ma już bólu i ucisku klatki piersiowej, jest sen, nie ma opioidów ani żadnych innych leków przeciwbólowych, organizm pewnie się regeneruje przed operacją, którą mam nadzieje będzie można przeprowadzić, o czym dowiemy się 23.09.
Dokucza tylko ból nóg, najgorsze chyba stopy, odrętwiałe, w butach ciężko wytrzymać, ale brat twierdzi ze tak mial po poprzedniej chemii przez około rok, więc raczej na to nie ma jakichś super maści, żeli czy leków, tylko potrzeba czasu, żeby samo się cofnęło. Pozdrawiam. Alli
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez troll » 15 Wrz 2011, 18:21

Witam,

Jak dla mnie to super wiadomość. Chyba samopoczucie brata znacznie się poprawiło, prawda? Drętwienie nóg to zasługa cisplatyny, która niestety może powodować właśnie takie zaburzenia neurologiczne. Niestety nie ma jednej sprawdzonej recepty jak takie powikłanie leczyć, głownie potrzeba na to właśnie czasu.

Pozdrawiam
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 15 Wrz 2011, 23:07

Witam,

Dokładnie tak, dla mnie to też super znak- że brat dobrze się czuje i że nie ma bólu, a to też wpływa na lepsze samopoczucie, nie tylko jego, cała rodzina inaczej funkcjonuje. A napisałam o tym, bo przecież choć ta nasza walka jest trudna, długa, stresująca, były i są potknięcia, to są też promyki słońca- jak chociażby to wygranie z uzależnieniem od morfiny, pokonanie bólu, normalizacja markerów... nie widuję już brata ciągle przygnębionego, zdołowanego, żartujemy, śmiejemy się, Dla mnie to tak wiele znaczy!!! Czy bez dotychczasowego leczenia osiągnęlibyśmy to? Nie! O ile wtedy, gdy bratu towarzyszył ból w dzień i w nocy, odciął się jakby od świata, usuwał w kąt, by w spokoju znosić swoje cierpienie, o tyle teraz żyje aktywnie, na miarę możliwości. Ciągle znajduje sobie jakieś zajęcie w domu,, czy przed domem, robi wiele rzeczy, na które nie miał czasu, gdy był zdrowy i pracował. Ja tu widzę tylko jeden możliwy scenariusz! Pokonanie WROGA! I do tej woli walki będę z uporem maniaka brata motywować, bo nie da się inaczej. Czasem brat się na mnie wkurza, ale cóż...Niech się wkurza, ma prawo, ja i tak nie odpuszczę!

A może jakieś "babcine metody" na ulżenie tym bolącym nogom? ;) Zna ktoś? Pozdrawiam. Alli
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez pigularz » 15 Wrz 2011, 23:33

Mnie też drętwiały palce rąk i nóg po leczeniu cisplatyną. Pani doktor stwierdziła, że to powinno z czasem ustąpić ale można się wspomagać zażywaniem magnezu (bez wit. B6) w dawce ok. 300mg/dobę.
Pozdrawiam serdecznie :)
pigularz
 
Posty: 3
Rejestracja: 27 Sty 2011, 23:20

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez arek » 15 Wrz 2011, 23:35

Witaj Alli!
To świetne, że tak wiele rzeczy udało się wywalczyć! Nagroda za wytrwałość będzie wielka - radość z wyleczenia. Trzeba w to wierzyć i ze wszystkich sił dążyć do realizacji tego celu! To wspaniałe że Twój brat ma przy sobie tak wspaniałe osoby jak Ty :)
Trzymam mocno kciuki!:-)
ca embryonale (pT1N0M0) >> rok obserwacji >> 4 BEP - 4 WSK Wroc. >> RPLND - MAGODENT
Awatar użytkownika
arek
 
Posty: 649
Rejestracja: 21 Gru 2010, 21:26

PoprzedniaNastępna

Wróć do Metody terapeutyczne / dyskusja przypadków

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 7 gości

cron