przez mała_żonka » 05 Maj 2011, 14:59
Danielu,
śledzimy Waszą historię od początku i codziennie mocno trzymamy za Was kciuki.
Piszesz, że Dawid wszystko dałby, aby pisać teraz maturę ze znajomymi. Niestety, choroba nie wybiera i zawsze będzie na nią "nieodpowiedni" życiowy moment. My o chorobie narzeczonego dowiedzieliśmy się z końcem stycznia, na 4,5 miesiąca przed ślubem (w następną sobotę trzymajcie za nas kciuki:D). Pamiętam swój żal do losu, że dotknęło nas to właśnie w tym czasie, który powinien być wypełniony radosnym oczekiwaniem, bieganiem po cukierniach i kwiaciarniach. Nie odsunęliśmy ślubu, bo narzeczony tak bardzo chciał, żeby jego choroba nie wkradła się do naszego życia. Wiem, że ciężko porównywać nasze sytuacje (1 dawka karboplatyny to nic w porównaniu do Waszych 5-6 cykli BEP) i uważam, że odsunięcie matury w przypadku Dawida to lepsza decyzja. Moja postawa "żalu wobec losu" była chwilowa. Szybko przeszłam do zaakceptowania rzeczywistości taką jaka jest (mamy raka), z jednoczesnym wobec niej buntem (będziemy walczyć). Z każdego takiego doświadczenia trzeba bowiem starać się coś wyciągnąć. Przez te 4 miesiące dojrzeliśmy oboje niesamowicie. Dawniejsze priorytety, stresy i problemy, ustąpiły miejsca dewizie męża Peti "ja się niczego nie boję, ja mam raka".
Danielu, akceptowanie trudnej rzeczywistości naszej choroby to ciężka praca. Jeśli Dawida coraz częściej chwytają kryzysy, to świetnie, że chcecie być dla niego maksymalnym wsparciem. Wydaje mi się jednak, że mogłyby mu pomóc rozmowy z psychologiem, takim, który pomógłby mu przejść przez to doświadczenie, dzięki fachowej wiedzy i kompetencjom. Może postarajcie się znaleźć kogoś u Was w okolicy? a może w klinice, gdzie leczy się brat, są dostępni tacy "pomagacze"?
Kontakt z psychologiem to nie powód do wstydu, psychika bowiem ma niebagatelną rolę w procesie zdrowienia!
Trzymam za Was kciuki!
mała_żonka