przez Dzaa88 » 23 Sty 2016, 01:22
W grudniu markery w normie. Wszystko poniżej granic.
W czwartek konsultacja onkologiczna. Przejął mnie dobry przyjaciel forumowego Słonia. Przyjmuje we Wrocławiu. W razie pytań kto to taki, zapraszam na PW. Konsultuje się z Słoniem w razie doczynienia z RJ. Jeżeli ktoś nie może jechać do Krotoszyna, polecam tego specjalistę z Borowskiej. Tam dostanę informacje odnośnie ostatniego TK. Trzymajcie kciuki.
Co do procesu leczenia, widzę teraz kilka błędów które zostały popełnione.
1. Patrzyłem na zdjęcia USG mojego jądra. Porównałem z innymi i moim zdaniem, były one swoiste jak na RJ. Lekarz za długo zwlekał z decyzją o operacji. Prawie 2 miesiące. Markery były niby ok, ale mógł być to rak niezarodkowy. Wtedy markery by nie wyszły.
2. Czekałem na termin operacji ponad 3 tygodnie. We Wrocławiu operacja usunięcia guza jądra nie jest traktowana jako zabieg ratujący życie.
3. Wykonano mi prześwietlenie płuc tylko w jednej projekcji.
4. Pielęgniarka pomyliła się i podała mi zbyt małą ilość środka uspokajającego "tzw. głupi jaś" przed operacją. Powinna dać zgodnie z zaleceniem anestezjologa dwie tabletki - dała jedną która kompletnie nie zadziałała. Na sale pojechałem w pełni świadomy.
5. Po operacji nie zostałem od razu zacewnikowany. Wlali we mnie tonę kroplówek. Jak miałem się wysiusiać, skoro nie czułem nic od pasa w dół? Było bardzo źle, w pewnym momencie zacząłem się pocić, czulem ucisk na brzuch - prawie krzyczałem, że już nie wytrzymam. Zacewnikowała mnie pielęgniarka (z tego co wiem, nie powinny tego robić) w asyście lekarza. Zeszło ze mnie ponad 0,8l płynu. Po wyjęciu cewnika załatwienie się to był dramat. Nigdy w życiu nie czułem takiego bólu.
Poza tym, rana się zasklepiła bez żadnych powikłań. Zaszyta jak trzeba. Zero ropy i babrania się.
Bądź co bądź uratowali mi życie, za co jestem szalenie wdzięczny. Jednak błędów było kilka. Trudno mi polecić to miejsce jako dobre do leczenia. Co do pielęgniarek - kilka było kochanych, naprawdę świetnych. Trafiłem na jedną - dwie bardzo nieuprzejme. Najgorsze było, jak po znieczuleniu nie wolno było mi wstawać i miałem załatwiać się do kaczki. Kiedy była prawie pełna, pielęgniarka z pogardą wręcz i pretensjami ją wylała do toalety. Czułem się paskudnie.