Ogólnie dla potomnych - w Tomaszowie przy 1 naświetlaniu trzeba dostarczyć badania krwii (morf. z rozmazem, mocznik, kreatynina). Jeśli zrobi się je wcześniej gdzieś sobie prywatnie to można przyjechać później niż z samego rana i na czczo. Jak ktoś nie zrobi to wtedy rano właśnie w szpitalu. Po przybyciu trzeba się zgłosić do rejestracji i powiedzieć że to pierwszy dzień itd to pokierują. Ja miałem krew z piątku zrobioną. Byłem około 10. Kazano mi przyjsć około 14 bo to orientacyjna godzina 1 naświetlania. Plan obejmuje nadal 15 naświetlań czyli 20+10Gy boost na guza, bałem się że wskoczę na wyższą 20+16 ale widocznie doktor uznał, że nie jest taki duży guz wtórny.
Skoczyłem do Spały nieopodal gdzie mam hostel (Carska Oranżeria - nie polecam, standard z lat 2000, nie ma gniazdek za dużo, ogólnie stare wszystko - jedyny plus to lokalizacja, pobliże stawu, lasu itd) i rozpoznałem okolicę (Spała jest urokliwa mała, jest sklep,punkt apteczny nawet przychodnia mała, ale wbrew pozorom jest głośno (trasa ruchliwa z TIRami, knajpy walą muzą - sezon).
1x w tygodniu należy się pokazać lekarzowi prowadzącemu - dr.Sprawka w poniedziałki. Okazało się że przesunięto mi na 15.20 naświetlanie. W wyniku awarii maszyny miałem je faktycznie około 16.15. O 12.10 przyjąłem 8mg Zofranu (niby 2h przed ma być a minęło faktycznie 4h). Do chwili pisania posta brak akcji z nudnościami poza troszkę dziwną perystaltyką jelit i wzdęciami (ale biorę też 1-1-1 espumisan więc moze to on, albo dieta z hostelu.. chociaż są specjalne - lekkostrawne, bez surowizny/mleka i dla cukrzyków - dla mnie ta bez surowizny i laktozy). Na noc mam zarzucić jeszcze Zofran a rano 2h przed czyli pewnie około 8ej znowu 1 tabletkę (po śniadaniu - kolejne naświetlania mam mieć około 10ej) a wrazie problemów po 12h znowu. Przyjąłem sobie też hydroksyzynę w małej ilości aby się uspokoić trochę bo czułem napięcie a nie chciałem przypadkiem wpaść w jakieś drżenie podczas naświetlania
Naświetlanie po krótce: wchodzisz do kabiny pacjenta, rozbierasz się według instrukcji (jądrowcy od pasa w dół - bielizna zostaje). Technicy prowadzą do bunkra z maszyną. W miarę nowocześnie. Kładiesz się, ustawiają cię (miednica, nogi, ramiona za głowę). Osłonę na jądro i członka trzeba sobie założyć na sprzęt, pod bielizną (po prostu się chowa do niej do środka - to taka półkula/walec metalowy, oczywiście jest wielorazowy i odkażany przez techników). Następnie jest start. Ta maszyna w TM działa w IMRT+IGRT+VMAT. Najpierw więc jest skan obrotowym ramieniem do lepszego celowania w tej konkretnej pozycji w której się jest dzis. Następnie po chwili jest naświetlanie - ramię obraca się 360st dwa razy w okół pacjenta i naświetla. Ogólnie może trwa to 15minut, a moze i 10.. Maszyna nie jest głośna, nic nie czuć (ból/ciepło), nic nie świeci, ale bunkier jest klimatyzowany i jest chłodno. Można sobie wzrokiem śledzić jak blaszki kolimatora przesuwają się, gdy głowica jest nad nami (IMRT moduluje promień kolimatorem z blaszkami osłaniając rejony krytyczne) w miarę zmiany kąta naświetlania / ruchu wzdłuż łuku (którego albo raczej których środkiem/ogniskiem jest odpowiedni punkt/obszar naświetlany). Na skórę dałem potem odrobinę RadioProtectu.