hej,
Dawno nie pisałem Ci, choć od czasu do czasu bywałem na forum jako niezalogowany czytacz.
Jestem po leczeniu w Warszawie, bardzo dziękuje wszystkim, którzy radzili mi Warszawę, jako ośrodek do leczenia. Poznałem tam wielu wspaniałych ludzi, lekarzy, pielegniarki czy inny personel pomocniczy. Też poznałem wielu pacjentów, którzy walczą o każdą chwilę swojego życia.
Jestem obecnie pod obesrwacją, robie badania kontrolne i jak na razie wychodzą one dobrze, jutro mam CT klp, brzucha i miednicy. Polecam CT lub RM w szpitalu MSWiA w Lublinie- po wpisaniu trybu pilnego bardzo szybko wykonują badania.
Jestem zdania, że COZL powinni wyburzyć, a to miesjce zasypać wapnem, żeby je odkazić. Jak rozmawiam ze znajomymi, co niestety również się leczą, to są traktowani jak mięso armatnie, jak efekt uboczny pracy. Współczuje im tego.
Przeszedłem chemię, która dała się mi we znaki, ale cały czas pracowałem przed i zaraz po chemii. Wszystko robiłem, aby normalnie funkcjonować, choć czasem wejscie na 4 piętro z zakupami powodowało stan przedzawałowy. Ale walczyłem, przechodziłem różne infekcje w tym okresie (Zarzio lub Neupogen pomagały, ale nie zawsze). Byłem również na konsultacji w Centrum Onkologicznym (córce Warszawy) w Gliwicach. Tam dowiedziałem się tego, że skoro się leczę w Warszawie w najlepszym do tego typu nowotworów miejscu, to po co jeźdzę po Polsce. Nie wiem co byłoby ze mną, jakbym leczył się w Lublinie, ale ten koszmar mnie ominął z leżeniem na korytaż i innymi przykrościami.
Musicie pamiętać, że każdemu należy się prawo konsultacji i żaden lekarz nie może wam tego zabronić - co mi probowano zrobić w Lublinie. Do tej pory pamiętam określenie jednego z lekarzy w Lublinie "Każdy ma swoje standardy" - ja za standardy lubelskie podziękowałem, i dobrze zrobiłem.
Chętnie pomogę, udziele informacji apropo leczenia w Warszawie.
Proszę pytać.
pozdrawiam serdecznie
