Zacznę od wyników krwi jakie miałem na wejściu:
LDH 370
AFP 3,26
beta HCG 195
(proszę o komentarze)
Jest postęp ale bez szaleństwa.
W zasadzie to był tak na prawdę EP a nie BEP więc nie do końca moc odpowiednio dopasowana do mojego przypadku.
Najpierw fakty:
Po wizycie u dr Słonia (o tym później) praktycznie od razu przeszedłem do sali i zająłem łóżko, które mi służyło przez kolejne 7 dni..
Zostałem zakwalifikowany do chemioterapii VIP wg planu co 21 dni.
Nie było jeszcze wyników markerów ani krwi ale to i tak nie zmieniłoby plany dra do VIPa.. Sprawa miała się tylko co do ilości tych VIPów.
No i jak już mnie przyłączyli do stojaka (około 13.30) to tak do 4 w nocy już se pod wlewkami poleżałem.
Dnia drugiego dr przybył z decyzją że będą to 3 cykle. Czyli po BEP (EP) jeszcze 3 x VIP.
Nie powiem trochę mnie tym zagiął ale to On się tu zna a nie ja i Jemu zawierzam.
A miało być tak pięknie

No i tak przez kolejne dni miałem od rana do wieczora kroplówy..
4 dnia zacząłem mieć znaczny spadek apetytu no i przede wszystkim męczyły mnie już zaparcia (po 2 dniach się zaczęło)
na zaparcia to tylko czopki pomogły ale jeść praktycznie nic nie mogłem przez 3 doby.
Niefajnie..
Poza tym okazało się że moja wątroba mocno oberwała po pierwszym cyklu i teraz obrywała jeszcze mocniej. Po 3 dniu dr postanowił podawać mi leki aby ją podrasować..
Po upływie 5 dni leżałem jeszcze 2 kolejne na obserwacji i na doszprycowaniu mnie żebym jako tako mógł wyruszyć w drogę (300 km - oczywiście jako pasażer)
I mówiąc szczerze cieszę się że tak się stało, bo przynajmniej najgorsze chwile spędziłem pod okiem Fachowców.
Moje wyniki wątrobowe w jakiejś tam nie wiem czym miały ponad 200 na normę do 35 i po zastosowaniu dopalaczy w ciągu kilku dni spadły do 100.. Nie jest to ciągle dobrze ale jest szansa że wyjde na prostą pod warunkiem dostosowania się do zaleceń czyli dieta wątrobowa i leki. Biorę aktualnie Essentiale Forte 3 x po 2 tabletki. Dodatkowo uzbroiłem się w olej z pestek ostropestu tłoczony na zimno, który chyba najlepiej działa na wątrobę ze wszystkich ostropestowych specyfików..
Mam się coraz lepiej, tzn. nie mam już takich mdłości ale zaczynam odczuwać że jestem słabszy. Tzn szybciej się męczę.
Nad to mam momenty leciutkich skurczy w łydce ale to było chwilkę i raczej było wynikiem przesilenia niż braku magnezu czy coś.. Z resztą nie wiem?
Jem teraz sobie dużo dobrego i gotowanego. Poza tym owoce też mi wpadają do ust ale prosto z krzaczków przy domu po obmyciu lub obraniu..
Chyba tyle jak Ktoś z Was ma pytania walcie śmiało.
Co do dra Słonia to... to bardzo ale to bardzo dobrze że na Tego Człowieka natrafiłem na swojej drodze w walce z rakiem.
Człowiek wesoły, luzak ale pełną gęba Profesjonalista i ja osobiście czuję się pewny w tym przez co przechodzę.
Pacjencie często woleliby usłyszeć z ust jakieś pobłażliwe obietnice że będzie lepiej i w sumie to będzie lekko a tu sru z grubej rury szlałch informacji konkretnych, stawiających na nogi i pewnych. W moim odczuciu Człowiek Ten jest lekarzem z powołania ale jest takich wielu On ma dodatkowo coś co można by nazwać Pasją w leczeniu i pomaganiu ludziom.
Każdy to widzi od pielęgniarki przez pacjenta czy gość. I wszyscy jednym głosem mówią : Najlepszy Lekarz! I ja się pod tym podpisuję!
Poza tym Jego się po prostu nie da nie lubić!

No chyba że dana osoba nie ma poczucia humoru i woli niczym żyrafa z madagaskaru wykopać sobie dołek i z kwiatkiem czekać n a nadejście śmierci

I tym mam nadzieje optymistycznym akcentem kończę swoją pierwszą relację, która jest niczym wstępniak ale mam nadzieję że jakoś obrazuje całą sytuację.
Maciej
p.s.
Trollu nie wiem jak Ci dziękować za słowa, które mnie utwierdziły w przekonaniu, że to jest najlepszy z możliwych wyborów. Twoje potwierdzenia mnie przekonały a teraz mogę tylko się cieszyć że jestem pod skrzydłami Takiego Fightera jak Nasz forumowy Słoń!