Witajcie,
Afp spadło do 40 ng/ml (przed II kursem było 90), jeszcze jest wyższe niż dopuszczalna norma (do 10), ale spada! Chyba tempo spadku jest właściwie, skoro doktor na moje pytanie o wyniki odpowiedział, że ma 2 dobre wiadomości- oprócz tej, jeszcze morfologia ok. I kontynuujemy ten program, nie zmieniamy chemii, bo spadek oznacza, że leczenie jest skuteczne. Ależ się ucieszyłam!!! Nie wspomnę o tym jak zareagował mój brat. Kazał dzwonić z dobrą wiadomością, to miał dobra wiadomość! A brat zajada jak wygłodniały wilk! Nadrabia tygodniowy kompletny brak apetytu, dzięki temu waga już nie leci w dół.
Mam jeszcze takie pytanie. Czy wiecie może czym można się wspomóc w tym trudnym okresie po cyklu- chodzi mi o coś na poprawę apetytu. Bo po drugim kursie braciszek długo odwracał się od jedzenia (nawet dłużej niż po pierwszym). Mówił coś o koledze z sali, który pił jakiś lek (brat wspominał, że to chyba coś na bazie sterydów), że to niby na apetyt. Koledzy, powiedzcie, co Wam pomaga? Bo osłabienie to jakoś trzeba "przeleżeć", przeczekać, ale może gdyby wcześniej wrócić do jedzenia to i siły wcześniej by powróciły.
Kurcze, jak ja czekałam na to, by móc tu pisać dobre informacje! Brat próbował nawet odkleić (na własną rękę) plaster morfinki, ale...pojawiła się biegunka, poddenerwowanie, rozbicie, no i przykleił z powrotem. Ale lepiej mu było zanim upłynęło 12 godzin, więc sama nie wiem czy to podświadomość robi psikusa, czy co.
Więc od najbliższej niedzieli znowu ruszamy do boju!!! Pokonać to diabelstwo, raz, na zawsze! Uffff