Witam,
Była dziś konsultacja z chirurgiem. Lokalizacja zmian węzłowych wyklucza możliwość operacji. Tzn. nie przyniosłoby to bratu korzyści terapeutycznych, gdyż nie ma możliwości całkowitej resekcji, ze względu na naciek trzonu kręgu, i jakieś bliskie sąsiedztwo z mięśniami lędźwiowymi; pobranie wycinka w celu diagnostycznym też nie byłoby wiarygodne, gdyż w jednym fragmencie komórek nowotworowych mogłoby nie być, a czy dalej też ich nie ma- tego już by nie dało się określić. Zaproponowany schemat dalszego leczenia- radioterapia. Więc za około tydzień konsultacja z radioterapeutą i pewnie ustalenie dawek, terminu itd.
Pytań pewnie mam wiele, ale...nawet nie wiem o co pytać.
Próbować konsultować w innym ośrodku, u innych chirurgów? czy raczej to sprawa przesądzona?
A gdyby udało się wyciąć część, a resztę poddać naświetleniu?
Jak przyjął to brat?- na prawdę trudno mi to stwierdzić, bo niby był spokojny, ale w oczach miał coś takiego przeszywającego! Może strach, może zwątpienie, w każdym bądź razie w drodze powrotnej na dworzec stwierdził- "jak już tego wyciąć nie można to jest bardzo źle"
Na temat radioterapii nie wiem właściwie prawie nic. czy te naświetlania tez są ustawiane w jakieś cykle? Czy to jest tak, że w ciągu jednego dnia naświetla się kilka razy w jakichś odstępach? czy wtedy trzeba leżeć w szpitalu, czy mogłabym brata zabierać do siebie i dowozić następnego dnia na kolejną dawkę? Boję się coraz bardziej.
Była wzmianka chirurga, że kręgosłup wygląda lepiej niż w lipcu, więc chemioterapia w jakimś stopniu pomogła. Osobiście czuję, że pomogła, bo po pierwszym kursie minął ból.
Stopy bolą brata dotkliwie. Ból jest nawet przy wycieraniu stóp, zwłaszcza lewa szwankuje, bo brat chodzi bokiem stopy. Ale to przecież minie. Wszystko minie! To trzeba wygrać!
Edal, Twój mąż odparł atak wroga, dowiódł, że można walkę wygrać. Ja wciąż mam nadzieję, że Was dogonimy!
Pozdrawiam. alli