Witajcie,
Postanowiłam napisać parę słów co obecnie u mojego brata, bo przecież to forum i Troll to największe wparcie i podpora. Otóż brat już po radioterapii, jak sam to określił- naświetlania w porównaniu do chemii to pikuś. Ale to przecież zależy od organizmu, długości naświetlań, dawki promieniowania itd. Nie wiem czy brat otrzymał dużo czy mało. W każdym bądź razie była radioterapia paliatywna fotonami x 15MV, dawka 2000cGy/t w 5 frakcjach. Samo określenie paliatywna wywołuje przeszywający dreszcz, ale cóż...Teraz będą badania (pewnie markery i tomografia) i jeśli markery będą w normie a zmiany stabilne, będziemy obserwować. Już teraz kciuki zaciskam żeby te wyniki były pozytywne.
Brat czuje się dobrze, ładnie wygląda, przytył, jest wesoły, wysypia się, tylko te nogi w fatalnym stanie, ale ma dostać jakąś receptę na te dolegliwości, no i od czasu do czasu coś go mocniej w brzuchu i pachwinie zaboli, ale przecież każdego czasem coś zaboli, prawda? Tylko w przypadku poważnej choroby człowiek boi się każdego niepokojącego objawu.
Trollu, pozwolisz, że jeszcze o coś zapytam?

(tak na marginesie- Skąd się rodzi tyle pytań?)
Czy w przypadku mojego brata markery w granicach normy (bo takiego wyniku oczekujemy), będą świadczyć o tym, że w tych węzłach nic złego się nie dzieje? Pisaliście tu wielokrotnie, że czasem markery nie są podwyższone mimo aktywnego procesu nowotworowego i przerzutowania, bo np. dane utkanie markerów nie produkuje. Ale skoro u mojego brata, po pierwszym kursie chemioterapii AFP podskoczyło do 90, po następnym spadło do 45, a później wróciło do normy, to oznacza, że akurat jego rodzaj nowotworu ten marker produkuje, i czy w związku z tym możliwe jest by nowotwór był aktywny przy dobrych markerach w tej konkretnej sytuacji? Ta gadzina, gdy żywa pewnie ciągle się dzieli, przekształca..., ale czy może z jednego rodzaju przeobrazić się w drugi? (np. z potworniaka stać się yolc sac tumor, albo czymś innym).
Pozdrawiam. alli