Witaj.
Nie wiem czy zdążysz przeczytać przed zabiegiem, ale nawet jeśli nie to kilka informacji przyda Ci się tak czy inaczej.
Na ciele zmienia się tyle że nie ma jąder. Poza tym raczej niewiele. Wzwody normalne. Ja nie miałem z tym problemu, nawet kiedy po usunięciu drugiego jądra a zanim zacząłem zacząłem HRT, testosteron spadł mi prawie do zera. Seks też normalny (może wytrysk trochę bardziej skąpy ale większość to i tak wydzielina z prostaty).
Trochę gorzej z głową. Ale to pewnie sprawa indywidualna. Chyba musi minąć trochę czasu aż człowiek się z tym pogodzi.
HRT musi nadzorować endokrynolog. Leczenie można zacząć od razu po zabiegu. Najlepiej zapisz się jak najszybciej, bo z terminami w ramach NFZ jest słabo (i pewnie na początkowe wizyty będziesz musiał pójść prywatnie). Co do leku zawierającego testosteron to w zasadzie nie ma wyboru. Zastrzyki z Testosteron Prolongatum 1 ampułka raz na tydzień lub 2 ampułki raz na 2 tygodnie (korzystniej jest brać 1 co tydzień, ja biorę 2 co 2 tygodnie ze względu na wygodę, bo rzadziej muszę zaglądać do przychodni). Koszt leku to ok. 25 zł za 5 ampułek. Jest tylko na receptę i nie jest refundowany. Jest jeszcze Omnadren, ale ma gorsze opinie. W Polsce to w zasadzie jedyne leki, które są dostępne lub dostępne cenowo, bo są jeszcze żele (podobno najlepsze bo zapewniają stały poziom testosteronu), ale przy naszym zapotrzebowaniu kosztują ponad 500 zł miesięcznie i zatrzyk z Nebido raz na 14 tygodni ponad 500 zł za dawkę.
Jeśli możesz zbadaj już teraz poziom testosteronu. Początkowo lekarz może zlecić inne dawki leku w celu ustalenia jego optymalnej ilości.
Co do samego jądra, to myślę, że nie wystarczy sama chemia. Gdyby tak było to chyba nie usuwano by nam wszystkim jąder. Przede wszystkim dlatego, że chemia słabo penetruje jądro ze względu na barierę krew-jądro (tak mówił mój urolog).
W przypadku nasieniaka teoretycznie można wyłuszczyć guza i zastosować radioterapię jądra w dawce oszczędzającej komórki wytwarzające testosteron. Piszę teoretycznie, bo mój urolog i onkolog zalecali usunięcie jądra mimo iż byłem po biopsji, podczas której w zasadzie wycięto całą zmianę (miałem najpierw biopsję podczas której śródoperacyjnie stwierdzono zmiany wyglądające na zmiany zapalne ale potem badanie hist.-pat. wykazało niemal całkowicie "wypalone" ognisko nasieniaka). Konsultowałem się też prywatnie z dr Demkowem (jeśli chcesz wyślę Ci namiary na priv, bo na forum chyba mi nie wolno?), który również zalecał usunięcie jądra w razie stwierdzenia nowotworu podczas biopsji.
W Twoim przypadku to prawdopodobnie nienasieniak więc i tak radioterapia raczej odpada.
Skonsultuj się z kilkoma lekarzami jeśli chcesz. Jeśli przełożysz zabieg o kilka dni raczej nic się nie stanie, ale za długo zwlekać też nie ma co.
Pytanie skąd masz pewność że to nowotwór i jak duża jest zmiana w jądrze?
I drugie pytanie czy operacja to od razu zabieg usunięcia jądra, czy biopsja? Wydaje mi się że w przypadku podejrzenia nowotworu w drugim jądrze najpierw należy przeprowadzić otwartą biopsję.
Jeszcze ważna sprawa. Jak u Ciebie z dziećmi? Bo jeśli chciałbyś jeszcze kiedyś mieć to teraz jest czas na zdeponowanie nasienia (koszt około 300 zł rocznie).
Oczywiście każdy przypadek jest inny i jeśli uda Ci się uratować jądro to będzie super. Ale jeśli nie to i tak życie jest ważniejsze i jeszcze parę pięknych chwil Cię w życiu czeka. Wiem co mówię - mi możesz uwierzyć
