Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Chirurgiczne oraz zachowawcze metody terapii raka jądra. Nowoczesne schematy chemioterapeutyczne, radioterapia oraz leczenie wspomagające.

To forum jest miejscem na indywidualne tematy dotyczące choroby poszczególnych chorych. Tutaj możesz umieścić temat odnoszący się do Twojej/bliskiej Ci osoby choroby aby przedyskutować prawidłowość leczenia, uzyskać informacje, porady, odpowiedzi na nurtujące pytania.

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez troll » 22 Lip 2011, 20:02

Witaj,

Alli, transfuzja jest właśnie po to, by nieco pomóc organizmowi, szczególnie jeśli chodzi właśnie o parametry czerwonokrwinkowe i układ krzepnięcia. Decyzja o chemioterapii zależy od wielu czynników i trudno w tej chwili określić kiedy zostanie podana.

Pozdrawiam
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 26 Lip 2011, 10:52

Witam,

Krew wzmocniona, wczoraj była transfuzja, dziś rano badanie, no i ruszył kolejny 24 godzinny wlew paklitaksel. AFP wynosi 8,18, reszta też ok, więc...dobre wieści.
A teraz pytanie- czy destrukcja brzeżnej części trzonu L2 spowodowana naciekiem mogła zostać nie uwidoczniona w scyntygrafii, która była robiona 07.06, czy raczej pojawiła się w ostatnim czasie? I jeszcze jedno- węzły chłonne śródpiersia: przedtchawiczy na poziomie rozwidlenia- 20mm,9 mm; wnęki prawej 16mm,45mm, wnęki lewej 10mm. Czy to są te węzły, o których doktor mówił- nieoperacyjne? Jest jeszcze podejrzany węzeł chłonny biodrowy zewnętrzny (10/18mm), no i te, o których pisałam wcześniej- te powyżej limfadenektomii, ale...zwalczymy wszystko!!!Następne badanie pokaże co z tymi węzłami się dzieje. Tylko teraz jakos sporo byłoby tego wycinania.Ale...damy radę!
Brat zmotywowany na odstawienie morfiny. Obecnie ma naklejony kawałeczek plastra o najniższej dawce (1/8 z plastra 35), różnic jest taka, że jest jakby bardziej ospały i nic mu się nie chce robić, no i bolą go nogi, taki rwący ból, nie pozwalający zasnąć, ale...masaż nóg i walerin max pomagają zasnąć i wtedy jest juz ok. Jakoś będzie musiał przejść ten okres odstawienia, a ból nóg to pewnie związany jest także z samą chemioterapia.Pozdrawiam.
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez arek » 29 Lip 2011, 20:33

Witaj Alli,
Jak samopoczucie pacjenta? /trzymamy mocno kciuki za powodzenie! :)
Gorące pozdrowienia!
ca embryonale (pT1N0M0) >> rok obserwacji >> 4 BEP - 4 WSK Wroc. >> RPLND - MAGODENT
Awatar użytkownika
arek
 
Posty: 649
Rejestracja: 21 Gru 2010, 21:26

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 29 Lip 2011, 22:38

Witam,

No żeby nie zapeszyć- jakoś ten kurs brat znosi trochę łagodniej, chemia "leci" od wtorku, ale brak apetytu i osłabienie pojawiły się dopiero(?)dziś. Ale w pobliżu jest rodzinka (żona i dzieci), była też jedna przepustka na noc do domku, spędzona z nami, więc samopoczucie brata lepsze, bo wsparcie maksymalne ;) . Pojawia się czasem krótkotrwały tępy ból w lewej pachwinie...czy to może być przez ten węzeł biodrowy?
Ale od 4 dni bez kawałeczka plastra,no i nie boli (nie licząc tego zarywania czasem w pachwinie) więc znów mamy mały (albo wielki) sukces. Brat jakoś pogodził się z myślą o tych kolejnych dwóch kursach, chociaż obawia się jak to przetrzyma- chodzi o osłabienie itd. Generalnie poszło bardzo sprawnie przy 4 cyklu, bo było wszczepienie portu i transfuzja, a kurs przedłużył się tylko o jeden dzień. Czy fakt, że wieczorem brat ma pełny, twardy brzuch (z jednej strony tak dziwnie "wybulony"), a po nocy jest ok, może być powodem do niepokoju? Nie bez znaczenia jest fakt, że ten pełny brzuch pojawia się po ciągłym podjadaniu różnych rzeczy, bo jak chemia "ulatuje" to brata dopada wilczy apetyt. Wtedy je, je i ciągle je. Dzięki temu odzyskuje utracone kilogramy. Chociaż z tą wagą może być lekkie zafałszowanie, bo mam wrażenie, że brat jest lekko opuchnięty na twarzy, może więc i reszta ciała lekko zatrzymuje wodę, ale...przecież wszystko przezwycięży i będzie zdrowy! Musi być zdrowy! Pozdrawiam.Alli
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez edal » 30 Lip 2011, 17:33

Witaj alli :)
Jak dobrze przeczytać dobre wieści :) Co do brzucha - mój mąż też miał te same problemy - wzdęcie? - prosił wtedy o zastrzyk i wszystko ustąpiło. Teraz jest już w domu i zbiera siły na operację... Czy Twój brat skarży się na mrowienie w palcach rąk i stóp? Mąż tak i z tego co wiemy to na skutek chemii i takie mrowienie może już nie minąć... Ale czym jest taka dolegliwość w obliczu tej choroby i tego co przeszedł ? Najważniejsze jest zdrowie !!!

Trzymajcie się ciepło :D Pozdrawiam edal
Awatar użytkownika
edal
Przyjaciel Forum
 
Posty: 134
Rejestracja: 13 Maj 2011, 21:21

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 01 Sie 2011, 17:11

Witam,
Chyba jednak pochwaliłam dzień przed zachodem. Poza tym nie przebywam z bratem na stałe i tak nie do końca wiem wszystko. Brat od wczoraj bardzo słaby, powiedział, że nie ma już siły. I na dzien dzisiejszy twierdzi, że może jeszcze na ten 5 kurs jakoś pojedzie, ale 6-tego już nie da rady, bo nie ma siły. A przecież nikt go nie zmusi do dalszego leczenia. Więc moje spostrzeżenie- że brat jakos pogodził się z myśla o kolejnych dwóch kursach było błędne. Ja liczę po cichutku że to mały kryzys, który minie jak tylko lepiej poczuje się po chemii. Pomocy psychologa nie ma, bo....no własnie- brat nie chce albo nie potrafi zrozumieć jak to mogłoby mu pomóc. Brat w trakcie tego kursu dostal do ręki opis tomografii, no i wyciągnął wniosek- że bierze tyle chemii, a tu tyle nowych zmian. Pozdrawiam
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez troll » 05 Sie 2011, 23:29

Witaj,

Alli, jak się ma Twój brat? Może jednak potrzebuje pomocy psychologa bardziej niż mu się wydaje? Może warto rozważyć włączenie leczenia przeciwdepresyjnego?

Pozdrawiam
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 06 Sie 2011, 20:47

Witam,

Też byłabym za tym by właczyć coś antydepresyjnego...ale mój brat wkurzony odpowiedział mi, to, że mu psycha czasem siada nie znaczy ze jest wariatem. I za nic nie umiem mu uzmysłowić, że to nie o to chodzi! Tylko o motywację, wiarę i wolę walki, o które może byc łatwiej przy pomocy leków i psychoterapii. No ale z drugiej strony brat jak juz dochodzi do siebie po kursie, to coś chce działać- albo wypad do lasu,albo przejażdżka rowerowa, obecnie na przykład jest na Mazurach (wprawdzie dwudniowy wyjazd, ale zawsze coś)...sama nie wiem, jak to wszystko interpretować. Wydaje mi się, że człowiek z depresją zachowuje sie jednak troche inaczej, ale przecież ja lekarzem nie jestem, by stwierdzic, czy tu mowa o depresji, czy nie. Niewątpliwie jest zmeczenie, osłabienie, niepewnośc, zwątpienie, strach o kolejne dni...Może fakt, że mój brat nie chce słyszeć o psychologu i psychoterapii wynika z tego, że kojarzy mu się to z bardzo zaawansowanym etapem choroby, jakby chory juz nie miał ratunku? Nie wiem!
W każdym bądź razie proponowałam bratu, żeby zadał mi pytania, które chciałby zadać lekarzowi, a ja przekażę te pytania pisemnie doktorowi. Ale sam nie wiedzial o co pytać. Wbiłam mu do głowy, że wydłużona chemia jest po to, by zniszczyc te powiekszone węzły, skoro z markerów wynika, że jest odpowiedź na leczenie. A gdyby zakończyc na tych 4 kursach, to byłoby to zbyt duże ryzyko, bo te węzły sa jeszcze troche za duże, żeby zakładac, że juz są martwe.
Martwię się czasem tym twardym brzuchem brata wieczorami (obstawiam, że to wzdęcia po najedzeniu się i tego sie trzymam), no i od jakiegos czasu słysze o bólu klatki piersiowej (cos w rodzaju ucisku). Nakazałam bratu koniecznie o tym powiedziec lekarzowi przy następnym kursie. Trollu, czy uważasz, że byłoby sensowne po nastepnym kursie powtórzyc tomografię, by sprawdzic, co z tymi węzłami? choćby we własnym zakresie? Przypomnę, że ostatnia tomografia była na początku lipca (o ile dobrze kojarzę, to w trakcie 3 kursu). Pozdraiwam
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez troll » 25 Sie 2011, 13:58

Witaj Alli,

Jak się ma Twój brat? Jakieś nowe informacje?

Pozdrawiam
Image
Image
Awatar użytkownika
troll
Ekspert
 
Posty: 3985
Rejestracja: 21 Gru 2010, 16:36

Re: Wznowa raka jądra po trzech latach od remisji

Postprzez alli » 25 Sie 2011, 19:03

Witam,

W sobotę brat zakończył 5. kurs TIP. Samopoczucie bardzo kiepskie, osłabienie, ucisk w klatce piersiowej i ból nóg sięgnęły zenitu we wtorek. Konsultowałam stan brata z doktorem prowadzącym,wykonaliśmy badanie krwi, wyniki nie były tak złe na jakie mógłby wskazywać stan brata. (i tu znów sugestia depresji) Chyba jednak ten 6 kurs będzie do rozważenia...Może będzie przesunięty, może nie podamy go. Na naszą prośbę doktor może zmodyfikuje plan leczenia, tzn. w tygodniu w którym miałby być 6 kurs spróbujemy zrobić tomografię i po niej zapadną jakieś dalsze decyzje- ewentualne rozważenie operacji. I tu jest pewien dla mnie znak zapytania...Bo na moje delikatne pytanie doktora o operacje sródpiersia, czy można by jakoś to juz rozważyć, umówić brata z toratochirurgami, doktor powiedział, że nie kojarzy, by w śródpiersiu było "coś" co wymagałoby operowania, że w tomografii była mowa o zmianach (naciek) w przestrzeni zaotrzewnowej. Zmylił mnie opis tomografii- bo jak jest "czysto" to zwykle jest wpis- węzłów chłonnych nie zaobserwowano. A u mojego brata były opisane węzły śródpiersia (cytowałam w poście wyżej), najbardziej rzucił mi się w oczy ten 45mm wnęki prawej, chociaż później we wnioskach faktycznie nie ma o nich mowy (więc może ten zapis 45mm to jakaś literówka?).
Na obecną chwilę brat nie podejdzie do 6 kursu. Twierdzi, że mogą go jeszcze operować, ciąć, że to wszystko wytrzyma, byle tylko nie wlewali już w niego tego.... Ale tu przeciez wszystko teraz zależy od wyniku tomografii. Psychoterapii nie ma, brat uparcie podkreśla, że nie ma takiej potrzeby! Hmm. I bądź tu mądry! Próbując brata do tego przekonać stałam się tylko męczącą, zrzędzącą siostrą! On trzyma swoje życie w swoich rękach! Niech mi tylko nie nawali!!!! Pozdrawiam
alli
 
Posty: 197
Rejestracja: 11 Kwi 2011, 23:23

PoprzedniaNastępna

Wróć do Metody terapeutyczne / dyskusja przypadków

Kto jest na forum

Użytkownicy przeglądający to forum: Brak zarejestrowanych użytkowników oraz 5 gości

cron