Powiem Ci coś żono Danka co może być dziwne jak się czyta pierwszy raz, ale wydaje mi się, że pozwala lepiej zrozumieć myślenie osoby chorej. Oczywiście są to moje indywidualne subiektywne przemyślenia.
Z nowotworem jesteś na pewnym etapie sam. Twoi najbliźsi mimo tego, że są wokół ciebie i starają się w to zaangażować najbardziej jak potrafią nie są częścią Twojej walki. Walczysz sam, a oni mogą Ci tylko pomóc w tej walce wytrwać i przygotowywać pole bitwy.
Moja żona miała wątpliwości czy robi wszystko co może...ale prawda jest taka, że osoba nawet ta najbliżej Ciebie nie jest w stanie zrobić wiele. Widziałem jej bezsilność, kiedy miałem ciężkie dni. Nikt nie miał wstępu do mojej psychiki, byłem tam sam. Najbliższa mi osoba była jednak bardzo blisko. Bliżej się nie dało. I to był jej sukces! Potrafiła tak istnieć w ciągu tych najgorszych dni.
Teraz jest już lepiej. Dni mijają swobodniej. Księżyc pozwala spać. Wiem jednak, że kiedy wróci gorszy czas najbliźsi mi ludzie znów będą gotowi na ciężką pracę mimo świadomości, że ja jestem czasem myślami w miejscu niedostępnym dla nikogo...

