przez alli » 30 Kwi 2011, 17:33
Witam,
Wiem, że trzeba być dobrej myśli. Bratu wciąż to powtarzam. Nie mieszkamy razem,dzieli nas odległość 130km, codziennie dzwonię, w nadziei że usłyszę coś optymistycznego- że spał normalnie, że zjadł obiad, że nie boli tak mocno. Dla mnie pocieszające jest chociażby to, że siedzi i ogląda sobie film (bardzo lubi filmy), bo dla mnie to oznacza, że nie czuje się tak bardzo źle. Przeważnie rozmawiam z bratową, bo brat nie ma siły już nawet rozmawiać. Ale jak już on odbiera telefon to rozmawia ze mną tak jakby był dobrej myśli, że wierzy że po operacji nie będzie tak boleć (modlę się o taki scenariusz). Tylko tak pośrednio dowiaduję się jak powoli traci wiarę, jak mówi o złych przeczuciach. Tylko że takie smutne refleksje nachodzą go w tych gorszych momentach. Kiedy ból jest nie do zniesienia. Ja sobie tłumaczę, że ma do tego prawo. Jest cierpiący, ma prawo do chwili zwątpienia. Ważne, żeby umieć się pozbierać i podjąć walkę mimo wszystko. Dziękuję Marguez za dobre słowo. Ja miałam też taki pomysł, by pojechać do szpitala i błagać o jeszcze szybszy termin, choć wiem, że chirurg i tak zapisał nas (tzn. mojego brata) na najszybszy możliwy. Nie mogę być tak natrętna...Nie mogę! Gdyby można było wzięłabym przynajmniej część tego bólu na siebie, ale się nie da. Jakby ten ból rozłożyć na dwoje, byłoby łatwiej to znieść. Ale od wczorajszej nocy znów ma Transtec (plaster), pewnie dziś zacznie działać...O ostatniej nocy wiem, że niestety nie spał prawie w ogóle i niestety jęczał z bólu. Więc jak coś takiego słyszę, to nie panuję nad sobą. Nie mogę powstrzymać łez i przerażenia.Pozdrawiam wszystkich walczących z chorobą, bólem i strachem